Uwaga, jeśli boisz się, nie otwieraj. Wiedz jednakże, że „nie odkryjesz nowych lądów, jeśli nie odważysz się stracić z oczu znane ci brzegi”. Moją śmiałą konkluzją niech będzie na koniec myśl, że przebiegłość „bogów” nie polegała na tym, żeby zabronić otwierania Puszki Pandory, ale, by LUDZIE BALI SIĘ OTWORZYĆ Nie otwieraj oczu – amerykański thriller z 2018 roku w reżyserii Susanne Bier. Scenariusz filmu powstał na podstawie powieści pod tym samym tytułem autorstwa Josha Malermana . Netflix nie oszczędza na swoje duże produkcje. Firma opublikowała zwiastun filmu zatytułowanego „Nie otwieraj oczu”, do którego zaangażowano kilka znanych nazwisk. Produkcja trafi na platformę pod koniec roku. Wytrzeszcz oka to jeden z głównych objawów dolegliwości chorobowych w oczodole. Gałka oczna wysuwa się wtedy ku przodowi, niekiedy przesuwa się w kierunku poziomym lub pionowym. Wytrzeszcz oczu pojawia się z powodu zwiększenia zawartości oczodołu lub na skutek zmniejszenia jego pojemności. Leczenie wdrażane jest w oparciu o przyczynę, która spowodowała dolegliwość. W tej rozgrywającej się w Barcelonie historii poszerzającej uniwersum hitu „Nie otwieraj oczu” tajemnicza siła wciąż dziesiątkuje ludzkość. Obyczajowy, Sensacyjny Na Netflixie w następujących krajach. Czy na Netflixie jest 'Nie otwieraj oczu: Barcelona'? Niestety 'Nie otwieraj oczu: Barcelona' nie jest dostępny na polskim Netflixie. Do końca walcz o przetrwanie. Film „Nie otwieraj oczu” będzie dostępny na Netflix już od 21 grudnia 2018 r. #BirdBox #NetflixTajemnicza siła dziesiątkuje lud Nie otwieraj oczu - o co chodzi w filmie Netflixa? Ten film katastroficzny dzieje się w rzeczywistości, w której nieokreślona, nieznana siła stopniowo doprowadza do zagłady ludzkości. Morderczynie. Zwiastun nr 2 (polski)- Nie otwieraj oczu - Tajemnicza siła dziesiątkuje światową populację i pewna jest tylko jedna rzecz — gdy to zobaczysz, odbierzesz sobie życie. JustJamesBlond ocenił (a) ten film na: 3. Erza_S Dokładnie! Przez cały film widzimy tylko gorączkową ucieczkę przed "czymś". Poza tym nie wiemy czemu "to coś" nie działa na psychicznie chorych. Film stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi. Poza tym nie pozostawia widza z jakąkolwiek refleksją na koniec. 6 laptopów, których nie kupicie w sklepiezobaczyć kilka prototypowych przenośnych komputerów, których na rynku nie zobaczymy jeszcze przez długie miesiące. Albo wcale. sprawdzić pocztę, serwisy społecznościowe, kalendarz czy pogodę bez otwierania komputera. FYQ9. Apokalipsa jest ostatnio w modzie. Netflix doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego też do międzynarodowego obiegu trafiają takie produkcje jak How it ends, Zagłada, Ładunek czy właśnie Bird Box w Polsce noszący tytuł Nie otwieraj oczu. I o ile jestem wielkim fanem samej tematyki, o tyle nie potrafię bez wyrzutów sumienia napisać, że produkcje te są jednoznacznie dobre i każdy będzie się na nich świetnie bawił. Streamingowy gigant patrzy w dobrą stronę, wykonuje ciekawe ruchy, ale wciąż brakuje w tych produkcjach bezsprzecznej perełki na miarę Drogi Hillcoata. Nie otwieraj oczu Suzanne Bier na szczęście bliżej do dzieła udanego niż do filmowej katastrofy, jednak to wciąż produkcja tylko przeciętna. Dużo się mówi o tym, że Nie otwieraj oczu jest na wielu płaszczyznach podobne do hitu grozy z 2018 roku, jakim było Ciche miejsce – niestety nie widziałem tego drugiego, dlatego nie powiem Wam, czy rzeczywiście tak jest. Jedna z nowszych produkcji oryginalnych Netflixa skupia się na samotnej kobiecie w zaawansowanej ciąży, która wraz z siostrą jedzie na wizytę kontrolną do lekarza. Malorie kompletnie nie widzi się w roli matki i rozważa nawet oddanie dziecka do adopcji. W drodze do szpitala kobiety dowiadują się o niewyjaśnionych masowych samobójstwach na terenie wschodniej Europy. Gdy Malorie oraz jej siostra Jessica opuszczają placówkę medyczną – tajemnicza siła dociera i do nich, powodując chaos, zniszczenie oraz siejąc wszechobecną panikę. Ludzie wpatrują się w przestrzeń, by w kilka chwil później popełnić samobójstwo. W wyniku kilku losowych wydarzeń Malorie udaje się wraz z grupą obcych ludzi znaleźć schronienie w jednym z domów. Bohaterowie dość szybko dochodzą do wniosku, że aby przeżyć – muszą zasłonić wszystkie okna i nie mogą patrzeć, ponieważ na zewnątrz czają się niezidentyfikowane istoty, które tylko czekają, aby doprowadzić do samobójstwa kolejnych ludzi. Sceny z przeszłości przeplatają wydarzenia teraźniejsze, mające miejsce po pięciu latach, w których widzimy Malorie oraz dwójkę dzieci, którzy decydują się podjąć trudną, pełną niebezpieczeństw podróż w dół pobliskiej rzeki, na końcu której ponoć znajduje się bezpieczny azyl. Wiemy więc, że główna bohaterka będzie cała i zdrowa, co trochę psuje odbiór tych fragmentów przedstawionych jako przeszłość. Suzanne Bier, duńska reżyserka, odpowiedzialna za takie hity jak Bracia czy W lepszym świecie, objęła ster ekranizacji powieści Johna Malermana i wielu osobom naprawdę może podobać się sposób, w jaki prowadzi film Nie otwieraj oczu. Od technicznej strony nie sposób produkcji niczego zarzucić – zarówno muzyka, montaż, prowadzenie fabuły, jak i efekty specjalne to przyzwoity kawałek kinematografii i nawet jeśli jest to tylko płynne przeskakiwanie po schematach – zostało ono wykonane w sposób zadowalający i miły dla oczu. Niestety gorzej jest, gdy zaczynamy analizować scenariusz Erica Heisserera, najbardziej rozpoznawalnego za stworzenie tekstu do bardzo dobrego Nowego początku. Amerykański scenarzysta od tamtej pory napisał tekst do innego filmu Netflixa z pogranicza postapokalipsy, a mianowicie do słabiutkiej Zagłady. Niestety Nie otwieraj oczu to kolejny film, który zaczyna obnażać problemy Heisserera dotyczące dialogów oraz głębi bohaterów. W filmie zdarzają się drobne głupotki fabularne, do których ci bardziej uparci z pewnością będą się przyczepiać, jak jeżdżenie samochodem z zamalowanymi szybami czy bezproblemowe poruszanie się z opaskami na oczach po obcych lokacjach, jednak w mojej ocenie największą wadę stanowi kompletnie skrócony i niewiarygodnie zepsuty motyw macierzyństwa Malorie. W efekcie czego w najbardziej kulminacyjnym momencie filmu, Sandra Bullock biega z opaską na oczach po lesie, krzycząc w niebogłosy jak kretynka “chłopcze” i “dziewczynko” do swoich dzieci, co odziera z dramaturgii i napięcia sceny, które w założeniu powinny być emocjonalne, a są co najwyżej śmieszne. Nie wiem – możliwe, że taki zabieg zastosował także autor powieści, na bazie której powstał film, ale w połączeniu z dość dziwnie wykreowaną główną bohaterką efekt końcowy jest po prostu negatywny. Nie pomaga także niezwykle sztampowe i aż nazbyt oczywiste zakończenie. Prawda jest taka, że można było się go domyślić po kilkunastu minutach filmu. Szkoda, bo takie rozwiązanie zaniża ocenę. Aktorsko jest nieźle. Co prawda nikt z obsady nie pokazał pełni swoich możliwości, ale nie sposób mówić także o jakimś rozczarowaniu. Sarah Paulson zagrała króciutki, pełen dramatyzmu epizod, John Malkovich dostał bohatera stylizowanego na dupka i mizantropa, z kolei Sandra Bullock, na barkach której osiada cała ciężkość Nie otwieraj oczu, robi co może, żeby jej bohaterka nie była tak strasznie nieludzka, jak została napisana. Trudno jej kibicować, bo to kobieta oschła, oziębła, zdystansowana i nieznosząca sprzeciwu wobec działań, które jej zdaniem są słusznym rozwiązaniem problemów. Mimo to – Bullock potrafi grać na emocjach i definitywnie zdarła z siebie łatkę aktorki od głupiutkich komedyjek, pokroju Wszystko o Stevenie. Nie otwieraj oczu na samym początku każe widzowi zadać sobie pytanie, czego boimy się na tyle, że byłoby to w stanie skłonić nas do samobójstwa. Używa do tego nadprzyrodzonej siły, na szczęście dla widowiska – nie będzie nam dane zobaczyć bestii, która doprowadza ludzi do czynów ostatecznych. Niestety jest to film, który dobre sceny przeplata z tymi słabymi i zupełnie niepotrzebnymi. Nie pomaga także to, że nie znajdziemy tu absolutnie nic oryginalnego. W efekcie wyszedł obraz, który tylko w niewielkim stopniu wybija się ponad szarą przeciętność podjętej przez twórców tematyki. Można obejrzeć, to całkiem niezłe kino rozrywkowe, ale absolutnie nie jest to pozycja, która zostanie w Was na dłużej, bądź trafi do zakładki “ulubione”. Fot.: Netflix Podobne wpisy: Już w 1968 roku John Romero pokazał, że można opowiedzieć wciągającą i przerażającą historię za pomocą tak prostych środków jak kilku bohaterów zamkniętych na stosunkowo niewielkiej powierzchni. Zagłada w obliczu której ludzkość ujawnia swoje najgorsze i najlepsze cechy stała się osią niezliczonej rzeszy filmów, wśród których można wymienić takie tytuły, jak „Zdarzenie”, „Komórka”, „Mgła”, „Ciche Miejsce”, czy „Pontypool” (nie wspominając o franczyzie zbudowanej wokół „The Walking Dead”). Czy w tak eksploatowanym gatunku można wymyślić coś nowego? „Nie otwieraj oczu” w reżyserii Susanne Bier nie stara się tego zrobić, serwując dość standardową historię, w której rozwiązania z czapy przeplatają się z bardzo dobrą grą aktorską oraz kilkoma solidnymi scenami. Już pierwsze minuty filmu rzucają widza na głęboką wodę. To właśnie wtedy poznajemy graną przez Sandrę Bullock Malorie, która w krótkich, żołnierskich słowach przygotowuje dwójkę pięciolatków na długą i potencjalnie śmiertelnie niebezpieczną podróż, przy okazji wprowadzając widza do rzeczywistości w której ludzkość stanęła na krawędzi zagłady. Wyszczekując rozkazy do Dziewczynki i Chłopca (tak, to ich imiona) przekazuje podstawowe zasady rządzące światem. Nigdy, pod żadnym pozorem nie zdejmować opasek i siedzieć cicho. Jeśli coś jej się stanie, mają ją zostawić i ratować siebie. Chwilę później akcja przeskakuje o pięć lat w przeszłość, do pierwszego dnia armagedonu. Będąca jeszcze w ciąży Malorie staje się świadkiem dziwacznych wypadków powodowanych przez ludzi, którzy z niewiadomych przyczyn postanowili się rozstać z życiem. Chaos stopniowo ogarnia ulice, racząc widza mniej lub bardziej krwawymi scenami śmierci, gdy bohaterka znajduje schronienie w nadzwyczaj ufortyfikowanym domu, w którym już wcześniej schroniła się grupka bohaterów rodem z horrorowych klisz. Jeśli obejrzeliście kiedyś choć jeden horror/film katastroficzny, albo zagraliście w „Martwą Zimę” z marszu rozpoznacie te postaci. W domu natrafimy więc między innymi na buraka-alkoholika ze strzelbą (John Malkovich jako Douglas), skłonnego do ataków paniki, nieco okrągłego zwolennika teorii spiskowych/pracownika spożywczaka (Lil Rel Howery jako Charlie), byłego żołnierza z kręgosłupem moralnym oraz doświadczeniem w budowlance (Trevante Rhodes jako Tom) oraz cichą starszą panią (Jacki Weaver jako Cheryl), która jako jedyna nie traci głowy przy rozpoczętej akcji porodowej . Widząc tak wybuchową mieszankę zebraną pod jednym dachem można przewidzieć jak potoczą się losy ocalonych. Tarcia pojawiają się jedno za drugim, a gdy do ich drzwi zaczynają pukać obcy ludzie – sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Prowadzona dwutorowo akcja przeskakuje między domem a walczącą o przetrwanie własne oraz dzieci Malorie, krok za krokiem odsłaniając rozmiar tragedii jaka spotkała bohaterów. Sceny te, szczególnie w pierwszej połowie „Nie otwieraj oczu” trzymają wysoki poziom, a sprawnie prowadzona akcja do spółki bardzo dobrą pracą kamery oraz montażem sprawiają, że widz daje się porwać prezentowanym na ekranie wydarzeniom. Przynajmniej do momentu, gdy scenariusz staje w jawnej sprzeczności z logiką. Niestety, rozwiązania deus ex machina są obecne w filmie Susanne Bier i działają na jego szkodę. Gdy bohaterowie wybierają się na wycieczkę do oddalonego o kilkaset metrów spożywczaka w aucie o zamalowanych szybach, musiałem powstrzymywać złośliwe komentarze. Kierowanie się wskazaniami GPSa oraz czujnikami zbliżeniowymi podczas jazdy jest tak abstrakcyjne, że wymyka się zwykłemu zawieszeniu niewiary. Podobnie wygląda to przy niemal natychmiastowym rozszyfrowaniu charakteru tajemniczej siły, bieganiu na ślepo przez las, czy stawianiu oporu samobójczym ciągotom (dotychczas zmuszających wszystkich do odebrania sobie życia w ciągu sekund) na tyle długo, bo dokonać heroicznego czynu. Dochodzi do tego świadomość, że mało kto z ocalałych przetrwał te pięć lat dzielące przestąpienie progu domu przez Malorie do rozpoczęcia poszukiwań rzekomego sanktuarium, a co za tym idzie – ciężko przywiązywać się do przewijających się na ekranie postaci, które prędzej czy później spotka tragiczny koniec. Z drugiej strony, ciężko przywiązać się do kogoś, kogo charakter opisać można jedynie jednym słowem – burak, opiekun, księżniczka, policjantka, łobuz. Choć dom zamieszkuje około jedenastu osób (nie licząc dwójki dzieci), tak poza wymienionymi w trzecim akapicie, nikt nie zapadł w pamięć. Mimo to, oglądając „Nie otwieraj oczu” bawiłem się całkiem nieźle. Adaptacja powieści pióra Josha Malermana (pod tym samym tytułem) w której niewidzialne istoty wywołują w ludziach skłonności samobójcze zachęca do uważnego śledzenia wydarzeń w poszukiwaniu wskazówek co do ich natury, a świetna praca kamery do spółki z muzyką skomponowaną przez Trenta Reznora i Atticusa Rossa nie pozwalały na długo oderwać spojrzenia od ekranu. Nie można przy tym pominąć pokazu umiejętności aktorskich Sandry Bullock i Johna Malkovicha, których postaci otrzymały najwięcej pola do popisu. Pozostaje jedynie żałować, że reszta została potraktowana po macoszemu. Nieco do życzenia pozostawia jeszcze ostatnie pół godziny filmu, na które albo twórcom zabrakło pomysłu, albo byli zmuszeni szybko dopinać wątki, polegając na szczęśliwych zbiegach okoliczności. Jeśli jesteście fanami gatunku, produkcja Netflixa jest dla was. To dwie godziny niezobowiązującej rozrywki, która pełnymi garściami czerpie z klasyki, dokładając co nieco od siebie, ale tylko jeśli jesteście w stanie zaakceptować fakt, że w scenariuszu logika musiała ustąpić efektownie wyglądającym rozwiązaniom. Z drugiej strony, jeśli można zaakceptować zabójcze wiatry ze „Zdarzenia”, albo przesyłany przez telefony sygnał zmieniający ludzi w krwiożercze bestie z „Komórki”, można zrobić to też z niewidzialnymi, seryjnymi wywoływaczami samobójstw z „Nie otwieraj oczu”. Horror, który wdarł się z impetem na listy amerykańskich bestsellerów, co nie jest łatwym wyzwaniem dla grozy, a którego ekranizacja na Netflixie przyciąga kolejnych widzów Nie otwieraj oczu Josha Malermana. Wyobraź sobie, że nie możesz otworzyć oczu, bo TO czai się wokół ciebie. Wyobraź sobie, że nie możesz wychodzić normalnie z domu, że nic już na zewnątrz na ciebie nie czeka. Wyobraź sobie, że już nigdy nie zobaczysz nieba, nie będziesz mógł podziwiać jakiejkolwiek panoramy, nie będzie ci dane spojrzeć nawet kilka kroków w leśną gęstwinę. TO jest pewne, jest niezmienne, po prostu jest. Jak życie i śmierć. Jak potrzeba przetrwania. Jak nieskończoność. Pięć lat temu COŚ zaczęło pojawiać się w różnych miejscach dookoła świata. COŚ, co sprawia, że ludzie skonfrontowani z TEGO obrazem pogrążają się w obłędzie, zabijają bliskich i wreszcie samych siebie. To COŚ nie oszczędza nikogo, ani dorosłych, ani starców, ani dzieci kto spojrzy, kto napotka TO na swojej drodze jest stracony. Garstka ludzi, którym udało się przetrwać, żyje ukryta przed światem, z czarnymi opaskami na oczach, za ciemnymi zasłonami rozpadających się domów. Malorie i dwójka jej malutkich dzieci, Chłopiec i Dziewczynka, muszą wyruszyć w podróż przez rzekę, z zamkniętymi oczami, gotowi na to, co czyha na nich na każdym kroku. W czasie tej wyprawy Malorie powraca do dnia, kiedy to wszystko się dla niej zaczęło. Kiedy człowiek zaczął bać się samego siebie. Horror i bestseller nieczęsto idą ze sobą w parze, tym bardziej, gdy nazwisko autora nie kojarzy się Królem, a sama fabuła nawiązuje do mitologii Lovecrafta, która z założenia nie przyciąga tłumów i raczej jest niepopularna pośród szerszej grupy niedzielnych czytelników grozy. Być może dlatego, że bywa niezrozumiała, często efemeryczna, nieuchwytna do pojęcia bez szerszego kontekstu. Opiera się na tym, co niewidzialne, co czyha w czeluściach kosmicznej pustki, a co sprawia, że skonfrontowany z tym człowiek popada w obłęd, traci kontakt nawet z samym sobą. Joshowi Malermanowi udało się jednak stworzyć opowieść, która do twórczości Samotnika z Providence nawiązuje, która miłośników jego twórczości zadowoli, a jednocześnie trafi do WSZYSTKICH czytelników spragnionych nietuzinkowej grozy. „Nie otwieraj oczu” Josh Malerman, przeł. Paulina Broma Nie otwieraj oczu za główną bohaterkę ma młodą kobietę, zwyczajną i niczym niewyróżniającą się everywoman, z dwójką małych dzieci pod opieką. Takim everymanem jest każdy bohater Malermana to postaci, które nie wyróżniają się niczym specjalnym, z którymi każdy może się utożsamić, a to sprawia, że każdy czytelnik zrozumie co się dzieje i tym samym każdy odnajdzie się w tej zaskakującej rzeczywistości. Czy na zewnątrz czają się demony, czy istoty spoza czasu i przestrzeni, czy złowrogi wirus, to nie ma absolutnie żadnego znaczenia, bo najbardziej przerażający jest fakt, że codzienne życie, normalność jako taka, przestały istnieć i teraz trzeba nauczyć się żyć od nowa. To właśnie opisy tego życia wypełnionego bodźcami, z jakimi nie spotykamy się na co dzień w takim natężeniu, sprawiają, że czytelnik zanurza się w tej historii z czystą przyjemnością. Przyznam Wam, że podchodziłam do Nie otwieraj oczu z dużą dozą ostrożności, przygotowana nawet na typowy ocierający się o kicz i tandetę bestseller z pogranicza grozy, a otrzymałam znakomity współczesny horror, który sprawdzi się jako wprowadzenie do gatunku, dzięki temu, że ma w sobie zarówno klasyczny lovecraftiański sznyt, jednak w lekkim, popowym ujęciu, zrozumiałym także dla laika. Niemniej, czytelnicy, którzy po grozę i horror sięgają często i gęsto również nie będą zawiedzeni, bo Malerman zadbał, by jego historia była uniwersalna i wielopoziomowa, a jej lektura stała się czystą horrorową frajdą. Dzisiaj nie zmrużę oczu pod moją czarną opaską O. *Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarna Owca. <3 **Zapraszam na film i na KONKURS! Komentarze sameQuizy: 17 Tak Przetrwałbyś w „Nie otwieraj oczu”. Zdołałbyś dotrzeć do bezpiecznego miejsca, zanim dostrzegłbyś to, przez co inni popełniają samobójstwa, ale wymagałoby to od Ciebie wielkiej determinacji i pozbycia się swoich największych lęków. Odpowiedz Nie Nie przeżyłbyś w filmie „Nie otwieraj oczu”. Odebrałbyś sobie życie przed dotarciem w bezpieczne miejsce lub w uciekającym przed nieznanym tłumie. Nie przezwyciężyłbyś swoich lęków, ani nie uratował nikogo innego Boję się ciemności i nic na to nie poradzę Fajny quiz c: Odpowiedz Tak Przetrwałbyś w „Nie otwieraj oczu”. Zdołałbyś dotrzeć do bezpiecznego miejsca, zanim dostrzegłbyś to, przez co inni popełniają samobójstwa, ale wymagałoby to od Ciebie wielkiej determinacji i pozbycia się swoich największych lęków. Podziel się wynikiem w komentarzu.. Fajny quiz Odpowiedz Tak Przetrwałbyś w „Nie otwieraj oczu”. Zdołałbyś dotrzeć do bezpiecznego miejsca, zanim dostrzegłbyś to, przez co inni popełniają samobójstwa, ale wymagałoby to od Ciebie wielkiej determinacji i pozbycia się swoich największych lęków. Super quiz, zarówno jak i film ❤ Odpowiedz Nie Świetny quiz! Odpowiedz